Głupota czy lobbing? Felieton Marcina Zygmunta

  • 10/08/2017

Mój kolega prowadzi ośrodek szkolenia kierowców. Znajduje się on w pewnym miasteczku. Na swoim podwórku wyrysował łuk. Czy oznacza to, że jest w elicie najlepszych polskich szkół jazdy? Czy dostanie medal będący nagrodą za propagowanie bezpieczeństwa?

Szkolę kandydatów kierowców od 2006 roku. Od tamtego czasu zawsze, z uporem maniaka, staram się uświadomić kursantom, że samochód nie jest zabawką, a ulica torem wyścigowym. Pokazuję im zagrożenia, na które mogą się natknąć, uczę, jak ich unikać. W mojej szkole defensywna jazda oraz eco-driving to codzienność już od pierwszych zajęć.

Jazda defensywna, czyli wartościowy trening

Bardzo wielu kursantów jest zainteresowanych defensywną postawą na drodze, umiejętność przewidywania sytuacji drogowych daje im dużą satysfakcję. Czują odpowiedzialność za swoje czyny. Jednak część kursantów nie dowierza, że ekokierowca powinien być szybki jak błyskawica. Przedrostek „eko” kojarzy im się z wolną, ślamazarną jazdą. Ale potem zmieniają swoje zdanie.

Kursanci sami widzą, że dynamiczna jazda, ale według zasad eko, jest bezpieczna, ekonomiczna i efektywna. Zarówno w ruchu miejskim, jak i na autostradzie. Zadają dużo pytań. Na wszystkie staramy się odpowiadać, pokazujemy, jak jeździć bezpiecznie, unikać potencjalnie trudnych sytuacji. Umiejętność defensywnej jazdy to domena inteligentnego kierowcy. To nie jazda w żółwim tempie, tylko sprawne, dynamiczne przemieszczanie się w strukturze miejskiej. Defensywna jazda polega na ciągłej analizie i wybieraniu najlepszych wariantów. Wykazywaniu się kulturą, brakiem agresji.

Łuk na kostce brukowej. Medal gwarantowany

Ale kto dzisiaj uczy takich rzeczy? Ważne jest przecież sprawne pokonanie łuku i skrzyżowań, parkowanie. A wszystko to na „metodę”. Trzeba przecież zakuć, zdać egzamin i zapomnieć. To jest właśnie filozofia, która ma nas doprowadzić do wzrostu poziomu bezpieczeństwa na drogach. Smutne to, ale prawdziwe. Jaki wpływ na bezpieczeństwo na polskich drogach będzie miał forsowany przez prezesów stowarzyszeń zakaz współdzielenia placu? Czy zmniejszy to liczbę wypadków oraz ofiar śmiertelnych na drogach? Rozumiem, że niektórzy mają go na wyłączność, ale żeby od razu wymagać tego od każdego…

Mój kolega prowadzi ośrodek szkolenia kierowców. Znajduje się on na wsi. Mieszka tam niespełna 50 osób. Od miasta egzaminacyjnego dzieli go 87 km. Na swoim podwórku wyrysował łuk. Użył do tego białej farby. Nawierzchnia to kostka brukowa. Czy oznacza to, że jego ośrodek jest w elicie najlepszych polskich szkół jazdy? Czy dostanie medal będący nagrodą za propagowanie bezpieczeństwa?

Oderwani od rzeczywistości prezesi

Moja szkoła nie ma na wyłączność z sali wykładowej. Po co, skoro korzystam z niej dwa razy w tygodniu? Płacę za godzinę wynajmu, mam dostęp do toalety, projektora, tablicy multimedialnej, telewizora, komputera z DVD, 40 miejsc siedzących ze stolikami. Dodatkowo bezpieczeństwa strzeże pani z ochrony, która pilnuje wszystkich sal w budynku. Za wszystko to dostaję co miesiąc fakturę.

Plac manewrowy podnajmuję razem z pięcioma innymi ośrodkami. Tworzymy zgraną drużynę, dbamy o niego, mamy dobrze wyrysowane i o co roku odnawiane stanowiska manewrowe. Plac jest ogrodzony, chroniony, zainstalowano na nim kamery, możemy trzymać tam samochody oraz motocykle. Brama wjazdowa działa na pilota, ochrona pilnuje, żeby nikt niepowołany tam się nie dostał. Plac znajduje się w pobliżu poznańskiego WORD-u. Jeśli trzeba byłoby utrzymywać go samodzielnie, koszty znacznie wzrosną.

Panowie prezesi, jaką szkołę w Polsce stać na zakup gruntu pod plac manewrowy lub samodzielne go wynajęcie w centrach takich miast jak Poznań, Warszawa, Gdańsk czy Kraków, gdzie każdy wolny metr jest w posiadaniu dewelopera lub jest już zajęty, a wolne miejsca kosztują grube miliony? Czy straciliście kontakt z rzeczywistością? Czy bezpieczeństwo na drogach jest dla was równoznaczne z zakazem współdzielenia placu?

Dziwię się instruktorom i właścicielom szkół, którzy należą do branżowych stowarzyszeń. Bo one powinny dbać o dobro ośrodków i pracujących w nich ludzi, współtworzyć sensowne prawo, troszczyć się o bezpieczeństwo szkoleń. Na pewno do takich zadań nie należy forsowanie bezsensownych pomysłów. A może zapis o współdzieleniu placu manewrowego jest dziełem lobby, które już dzisiaj spełnia ten warunek?

Marcin Zygmunt, instruktor nauki jazdy, właściciel ośrodka szkolenia kierowców